FreshMail.pl
google glass

Segway dla Twojej twarzy – kiedy wszyscy założymy Google Glass

Autor / 15 kwietnia 2014

Google Glass żyją w naszej świadomości już od 2 lat. W międzyczasie trafiły do setek developerów, piszących aplikacje rozszerzające ich funkcjonalność. A dziś, przez jeden dzień, będą dostępne do kupienia w Stanach Zjednoczonych. Będzie to wielki test dla Google’a – czy ich okulary osiągną krytyczny poziom nasycenia rynku i staną się produktem masowym, czy może podzielą smutny los Segway’a, który miał zrewolucjonizować transport, a pozostał tylko drogą zabawką.

Najlepiej zobrazować sobie rewolucję jaką mogą być okulary Google, na przykładzie zegarów. Przez ogromną część naszej historii były one ogromnymi mechanizmami, zawieszonymi wysoko na wieżach kościołów i ratuszy. Były Biblia Pauprum dla ludzi, którzy na własny czasomierz nie mogli sobie pozwolić. Począwszy od 1504 roku, kiedy Peter Henlein stworzył mechanizm sprężynowy mieszczący się w niewielkim pudełku, zegary stały się mobilne. Jednak na swój moment czekały aż do I wojny światowej, kiedy to żołnierze musieli prowadzić działania idealnie zgrane w czasie. Dopiero wtedy pierwsza fala technologii ubieralnych osiągnęła swój poziom krytyczny.

O ile jednak była ona oparta na elementach mechanicznych, to rewolucja, która właśnie puka do naszych drzwi bazuje na krzemie. Ale u jej podstaw leży to sama potrzeba czynienia naszego życia bardziej efektywnym.

Każdy z nas zapewne spotkał się z obrazem grupki znajomych w pubie lub restauracji, która mimo, że fizycznie przebywa ze sobą, to myślami jest zupełnie gdzie indziej – we wszędobylskich mediach społecznościowych, przewijając ekran smartfona. Jego używanie zmieniło relacje pomiędzy ludźmi na bardziej zero-jedynkowe i syntetyczne, jednak Google Glass, mimo, że paradoksalnie jest kolejnym ogniwem łańcucha ewolucji, ma szansę przywrócić bardziej naturalny stan.

Zerknięcie na zegarek, w żaden sposób nie niszczy prowadzonej z rozmowy (o ile nie jest sygnałem do jej zakończenia). Nie można jednak tego powiedzieć o wyciągnięciu smartfona, natychmiast absorbującego naszą uwagę. W przypadku okularów Google’a interakcja ze światem cyfrowym następuje w sposób o wiele bardziej naturalny, przez nałożenie jego wirtualnego środowiska na rzeczywistość.

Największym testem dla Google Glass stanie się ich pojedynek ze smartfonami właśnie. Gdyż noszenie przy (na?) sobie obu urządzeń oceniam z perspektywy przeciętnego klienta za mało prawdopodobne i praktyczne. Zastanówmy w czym smartfon jest obecnie najlepszy na świecie. Oczywiście jest to możliwość komunikowania się ze światem z praktycznie każdego miejsca na Ziemi i na polu dowolnie wybranego medium – zarówno fonii, jak i wizji.

Wszystko to potrafią także okulary, i to nawet lepiej. Ekran w końcu nie ma wielkości kilku cali, a jest ekwiwalentem przeciętnego telewizora. Komunikacja nie następuje poprzez trzymanie słuchawki przy uchu czy dotykanie ekranu, a po prostu mówienie do urządzenia.

Sam miałem wielokrotnie okazję obcować, z inteligentnymi okularami i wiem, że w kwestii intuicyjności jest jeszcze wiele do poprawy, jednak są to kwestie jak najbardziej możliwe do zrealizowania, tylko dzięki dodatkowym linijkom kodu. Bardziej skomplikowanym procesem jawi się za to przekonanie ludzi, że z użyciem Google Glass ich życie stanie się lepsze.

Chodzi tu o zbudowanie w konsumentach potrzeby posiadania, czego mistrzem był Steve Jobs, zdolny do stworzenia nowego, gigantycznego rynku. Bo to, że okulary znajdą dla siebie niszę jest bardziej niż pewne. Już teraz stają się ogromną pomocą dla lekarzy i to nie tylko podczas operacji, ale także przy okazji rutynowego obchodu. Korzystają z nich też z powodzeniem prawnicy czy mechanicy, a początkujący kucharze nie muszą już co chwila sięgać do książki z przepisami.

Bardziej problematyczny jest jednak rynek masowy, gdzie Google Glass spotykają się wciąż z dość chłodnym przyjęciem. W Kalifornii, sercu nowych technologii zdarzają się akty agresji wobec osób pokazujących się z nimi w miejscach publicznych i to nawet mimo, ze Google wielokrotnie zapewniało o zablokowaniu możliwości rozpoznawania twarzy. Dla każdej innowacji trzeba na początku zbudować kapitał społeczny, a w tym przypadku wydaje się, że ludzie nie są jeszcze gotowi na „always on, always listen”.

Tak jak zegarek czekał na swój na swój właściwy moment przez długi czas, tak koncepcja Google Glass jest jeszcze zbyt nowatorska. Wydaje się, że obecnie rozwój technologii znacznie wyprzedził ich ogólnie akceptowany poziom ingerencji w nasze życie. Okulary mogą stać się więc swoją własną ofiarą jak Segway, który miał zmienić oblicze miast, a dziś tylko wzbudza zainteresowanie na niektórych lotniskach.

Koncepcja Google Glass będzie jednak żyła w naszych umysłach, aż do momentu kiedy do niej dorośniemy. Wtedy jednak może być już za późno dla samych okularów, gdyż za rogiem czają się już inteligentne soczewki i chipy, wszczepiane do mózgu, pozwalające na sterowanie urządzeniami tylko za pomocą myśli. Na razie jednak zdjęcie zrobione kierowcy Segway’a, mającemu na nosie Google Glass jest niezwykle wymowne.

 

autor grafiki: Loic Le Meur (źródło) na licencji  Creative Commons Attribution 2.0 Generic (link)



Karol Kopańko

Dziennikarz działu naukowego Gazety Wyborczej i współpracownik Pulsu Biznesu, specjalizujący się w innowacjach i startupach. Bloger SpidersWeb, podróżniczy reportażysta i autor książki „Bitcoin. Złoto XXI wieku”.



Zapisz się do newslettera

Newsy z bloga, aktualności, najbliższe wydarzenia z branży

FreshMail.pl