FreshMail.pl

Nie chcemy oglądać reklam w internecie

Autor / 21 września 2015

Duża część internetu utrzymuje się z reklam. Oglądając je „płacimy” za treści. Co trzeci polski internauta ma jednak reklam serdecznie dosyć i blokuje ich wyświetlanie. Teraz zyskał potężnego sojusznika na froncie mobilnym – Apple. Na drugim końcu szali jest Google, które z reklam się utrzymuje, a między nimi jeszcze wydawcy i adblocki, którzy wojnę toczą między sobą.


Obecnie na desktopach królują dwa rozszerzenia do przeglądarek, które blokują reklamy i mimo bardzo podobnych nazw nie mają ze sobą praktycznie nic wspólnego. Pierwszym z nich jest powstałe w 2006 roku Adblock Plus, a drugim o trzy lata młodsze AdBlock.

Twórcy pierwszego, Wladimirowi Palantowi, zdarzyło się nawet oskarżyć na blogu twórców drugiego o nieczyste zagrywki. Wyliczankę zaczął od utajnienia kodu, choć w zamierzeniach AdBlock miał być projektem open-source, czyli z kodem jawnym. „Jeśli ktoś zaczyna nagle pracować za zamkniętymi drzwiami, to zwykle dzieje się coś złego” – pisał Wladimir Palant.
AdBlock miał także kolekcjonować dane o użytkownikach i śledzić ich poczynania w sieci. Niestety konkurencja nie postępowała wcale lepiej. Niewielu użytkowników Adblocka Plus (ABP) jest świadoma, że jego model biznesowy zakłada odblokowywanie pewnych reklam, np. u Google, Microsoftu, i Amazona.

Wedle doniesień Financial Times powyższa trójka płaci firmie Eyeo, twórcom ABP, aby ich wtyczka nie blokowała reklam w należących do nich serwisach. Mówi się tu nawet o kwotach rzędu 1/3 przychodów z reklam.
Wpisanie na białą listę (z ang. Whitelisting) jest usługą, jaką w teorii wykupić może każdy serwis, więc użytkownicy ABP nie mogą mieć pewności czy sieć będzie na ich urządzeniach wolna od reklam i w jakim stopniu.

Niemieckie Eyeo do swojej działalności dokłada łatkę strażnika internetu, gdyż informuje, że za opłatą godzi się na odblokowanie tylko tych reklam, które są nieinwazyjne. Firma zgłosiła się z propozycją whitelistingu do jednego z polskich serwisów. Gdy ten zapytał Niemców o koszty, odpowiedzią była propozycja podpisania umowy o poufności. Wygląda na to, że pobierając ABP i tym samym budując jego popularność internauci sami sobie wyhodowali „reklamowego nadzorcę”.
A jaka jest w ogóle skala blokowania reklam?

Otóż wg raportu PageFair i Adobe z programów blokujących reklamy korzystało w drugim kwartale 2015 roku 198 mln osób, co oznacza wzrost 41 proc. rok do roku. Nie jest to zjawisko masowe bo dotyczy zaledwie 6 proc. internautów, ale zwykle są to najaktywniejsi i najbardziej „technologicznie świadomi” użytkownicy, więc ich wartość dla reklamodawców jest znacząca.

mm1 obr adblock

Autorzy raportu wyliczają, że wydawcy tylko w 2015 przez blokowanie reklam stracą 21,8 mld dol. Czy jest to dużo? Statystyki eMarketera z marca 2015 roku pokazują, że wpływy tylko z reklam mobilnych dobiją w tym roku niespełna 69 mld dol. i będą stanowiły ok. połowy wydatków na promocję w mediach cyfrowych. Zyski z blokowania reklam mogłyby więc stanowić 14 proc. wpływów całego przemysłu. To ogromny kawałek marketingowego tortu.

Powinniśmy być tego świadomi zwłaszcza w Polsce, gdyż nasz kraj należy do liderów pod kątem rozpowszechnienia adblocków. Korzysta z nich 34,9 proc. użytkowników. Tym samym ustępujemy tylko Grecji (36,7 proc.).

obraz 2 mm adblock

Największe reklamowe rynki na świecie – amerykański i brytyjski, mogą poszczycić się mniejszym udziałem adblocków, odpowiednio 17 i 20 proc.

Główne powody ich instalowania są dwa. Połowa badanych obawia się, że dane gromadzone w celu spersonalizowania reklam mogą zostać niewłaściwie użyte. Niewiele mniej osób adblocki instaluje z czystej wygody, gdyż wówczas strony ładują się zdecydowanie szybciej i można się skupić na ich zawartości, bez rozpraszania uwagi banerami.

obraz MM adblock

Sieć bez reklam przegląda się bardziej komfortowo, ale również oszczędniej i to nie tylko ze względu na baterię laptopa czy smartfona, ale również transfer danych. Jak wynika z badania „Skuteczności Adblocka Plus” redukuje on wielkość pobieranych z internetu danych o ¼, a jeśli pod uwagę weźmiemy także materiał wideo to zaoszczędzimy nawet 40 proc. transferu.

To właśnie rynek mobilny w ostatnim czasie stał się prawdziwą areną przepychanek największych firm technologicznych. Będzie się on w przyszłości rozwijał najszybciej i tak jak obecnie stanowi jeszcze 52,4 proc. wydatków reklamowych, tak do 2019 roku jego udział wzrośnie prawie do 70 proc. Jest on jednak na tyle specyficzny, że nie znajdziemy na nim wtyczek blokujących reklamy, bo przeglądarki mobilne zwyczajnie ich nie wspierają.

Dlatego powstawać zaczęły przeglądarki, których głównym wyróżnikiem jest wycinanie reklam. Zyskowną niszą wyczuli Niemcy z Eyeo i obecnie tak w Google Play i w AppStorze znaleźć możemy ich Adblock Browsera. Jego premiera wyprzedziła nawet oficjalne wsparcie dla blokowania reklam ze strony Apple.

Nowa wersja mobilnego systemu iOS wprowadziła aktualizację dla Safari, domyślnej przeglądarki na iPhone’ach, która teraz również jest w stanie blokować reklamy. Akt ten jest odczytywany jako atak na pozycje Google, który utrzymuje się z reklam (pochodzi z nich 90 proc. z 66 mld dol. przychodów). Co więcej na urządzeniach mobilnych producentowi Androida aż 75 proc. przychodów generują posiadacze iPhone’ów.

Na pozór jest to więc bardzo wyraźna ofensywa, choć z drugiej strony na iPhonach także możemy instalować mnóstwo przeglądarek, w tym Chrome’a, który reklam nie blokuje.

Głównym poszkodowanym zapewne będą wydawcy, dla których mobile generuje coraz więcej ruchu. Ścieżka walki z blokowaniem reklam wydaje się, że już zamknięta o czym świadczy choćby proces, wytoczony przez Zeit Online GmbH i Handelsblatt GmbH przeciwko twórcom ABP.

Zgodnie z oskarżeniem tworzenie oprogramowania blokującego reklamy miało być nielegalne, gdyż zmuszało wydawców do płacenia za Whitelisting. Sąd zadecydował jednak, że wyświetlacz należy do internauty i to on ma pełne prawo decydować co będzie na nim wyświetlane, a reklamy to prawo mogą zaburzyć.

Zapewne nie jest to ostatnia rozprawa, jaką twórcom adblocków przyjdzie stoczyć. Część wydawców już teraz obiera jednak zupełnie inną strategię inwestując w ofertę reklamy natywnej, która w teorii doskonale integruje treści autorskie z reklamowymi.

mm adblo 4

Wielcy toczą więc walkę o kliki, upodobania i przywiązania użytkowników, a ci niezmiennie pragną dobrych treści podanych w wygodnej formie – czy zerwanie z tym twierdzeniem jest fundamentem popularności adblockerów? To już rozważania w stylu „co było pierwsze, jajko czy kura”. Czy najpierw powstało oprogramowanie do wycinania reklam, czy agresywne reklamy?



Karol Kopańko

Dziennikarz działu naukowego Gazety Wyborczej i współpracownik Pulsu Biznesu, specjalizujący się w innowacjach i startupach. Bloger SpidersWeb, podróżniczy reportażysta i autor książki „Bitcoin. Złoto XXI wieku”.



Zapisz się do newslettera

Newsy z bloga, aktualności, najbliższe wydarzenia z branży

FreshMail.pl