Mobile generuje ruch, a desktop zysk, więc dlaczego intuicyjne jest tylko to pierwsze?

Autor / 20 maja 2015

Już prawie pół roku temu po raz kolejny rozpoczęliśmy rok mobile. Żyjemy w świecie, gdzie komórki generują więcej ruchu w sieci, Facebook ma więcej mobilnych użytkowników, a YouTube smartfonowych widzów. Podejście „mobile first” jest już sloganem, kiedy praktycznie każda większa strona lub firma obcująca z klientami w sieci dorobiła się swojej własnej aplikacji, optymalizującej doświadczenie konsumpcji treści na kilkucalowym ekranie. Ja chciałbym jednak zapytać: dlaczego odbywa się to kosztem projektowania stron internetowych?

Po raz pierwszy zorientowałem się, że coś jest na rzeczy w czasie podróży po Azji, kiedy szukałem lokum. Na pierwszy ogień wziąłem couchsurfing dla autentyzmu, a na drugi booking.com dla wygody. Upiekłem wówczas dwie pieczenie nad jednym ogniem, ale rozdmuchały go tylko urządzenia mobilne.

W obu przypadkach o wiele wygodniej korzystało mi się z wersji mobilnych obu serwisów, niż z wersji pełnoprawnych, desktopowych. Wolałem zarezerwować pokój na smartfonie, choć zaraz obok stał laptop. Odrzucał mnie jednak wielością opcji do rozważenia, informacji do przeczytania, boksów do zatwierdzenia i ważnych uwag do odszukania w nieuporządkowanym gąszczu akapitów.

Na smartfonie ekosystem wyglądał zupełnie inaczej, bo choć kolorystyka pozostała ta sama, to projektanci postarali się o odsianie zbędnych informacji i odpowiednią priorytetyzację, czyli po prostu odwalili część roboty za mnie. Niewielki ekran, to duże wyzwanie, ale i większe wyzwanie użytkownika. Na desktopie możemy w jednym momencie wyświetlić kilka okien, a na komórce mimo prób dzielenia ekranu, niepodzielnie króluje monopol – jeden moment – jedna appka.

Tylko dlaczego przekazu w obu miejscach nie można uczynić podobnie prostym? Czy fakt, że mam większy ekran sprawia, że mam szersze pole widzenie, albo mogę przyswoić i przeanalizować więcej treści? Czy to, że nie idę akurat ulicą, albo nie siedzę w łazience ma sprawić, że można mnie z premedytacją rozpraszać?

staty aa

Wiele stron e-commerce już teraz notuje większy ruch ze strony użytkowników mobilnych niż desktopowych. Tak jest np. w Shopify, ale i ogólnie, w całej Wielkiej Brytanii. Tymczasem jak wynika z badań eMarketera w USA urządzenia mobilne odpowiadają za 45 proc. ruchu., a w Polsce zaś jedynie za 14 proc., jak wynika z analizy BlueRank. Dlaczego więc mobile-first i u nas przekształca się w mobile-only?

kpańko ststy

Polska jest krajem „laptopocentrycznym”, gdyż jak mówił Urban Nyblom z Ericsson ConsumerLab, jesteśmy prawdziwym ewenementem: „widzimy, że laptopy są w centrum internetowego życia Polaków. W krajach rozwijających się funkcję tę spełniają telefony komórkowe. Kraje rozwinięte stopniowo przechodzą z rozwiniętej stacjonarności w stronę mobilności.”

Choć Polacy również przekonują się, że na urządzeniach mobilnych również można z głową wydawać pieniądze, to jeśli chodzi o zakupy wciąż niepodzielnie rządzi u nas komputer. Korzysta z niego 93 proc. badanych przez Mindshare polskich internautów. Tylko 19 proc. sięga zaś po urządzenia mobilne.

Na papierze wszystko wygląda przejrzyście – przewijamy ekran z dostępnymi produktami, mamy ładne porównanie cen, zakupy jednym przyciskiem, aplikację zapamiętującą adres i numer karty kredytowej… ale w rzeczywistości nawet konwersje z takich wizyt są niewielkie.

kopańko obrazek2

Przykładowo, choć smartfony odpowiadają za 30 proc, ruchu w amerykańskim e-commerce, to jednocześnie dowożą zaledwie 10 proc. obrotu. Oczywiście, często możemy być świadkami poszukiwania towarów za pomocą komórki i późniejszej przesiadki na komputer do sfinalizowania zakupu. Użytkownik mógł zobaczyć baner przewijając Facebooka w podróży i zdecydować, że sfinalizuje zabieg dopiero przy dużym ekranie.

A propos Facebooka, to prawdziwą furrorę robiły na nim reklamy mobilne, kierujące do instalacji aplikacji w Google Play i AppStore. W początkowym okresie u Zuckerberga reklamowało się nawet 40 proc. z „topowej setki” aplikacji na oba systemy, co poskutkowało w 25 mln pobrań w pierwszym wartale 2013 roku.

kopańko obrazek 3

Niestety jak niedługo potem pokazał Gartner aż 90 proc. płatnych aplikacji ma dzienne mniej niż 500 pobrań i przynosi w tym czasie mniej 1,25 dolara przychodu. Do 2018 roku tylko 1 na 10 tys. aplikacji konsumenckich okaże się sukcesem dla swoich twórców.

Co z tego wszystkiego wynika? Choć mobile jest dziś niezaprzeczalnie ważnym kanałem komunikacji, bez którego można sobie odpuścić konkurowanie na rynku nowych technologii, to wiele osób przecenia jego znaczenie. Choć daleki jestem od twierdzeń o bańce na rynku aplikacji, czy wpompowywaniu w nią bezpodstawnie dużych środków, to ewidentnie zauważyć można, że wiele firm większą wagę przywiązuje do aplikacji mobilnej, niż do odpowiedniego utrzymania strony internetowej.

Przeciętny użytkownik zmienia urządzenia przeciętnie 27 razy dziennie i droga pomiędzy każdym z nich powinna być nie tylko spójna, ale i jednakowo łatwa do przebrnięcia, a w wielu przypadkach tak nie jest. Niedawno strona internetowa mojej alma mater przechodziła przebudowę, niestety na gorsze. Teraz wypełniona jest zielonymi linkami w różnych rozmiarach i boxami rozłożonymi w trzech kolumnach bez sensownego wytłumaczenia; nawigacja przez gąszcz nieintuicyjnych odsyłaczy to prawdziwy ból.

Strona SGH to przykład nieintuicyjnej priorytetyzacji, który dziwi mnie także w przypadku strony banków. Weźmy np. PKO BP, gdzie w 100 proc. przypadków ląduję tylko, aby zalogować się do swojego konta, a nie przedzierać przez chaszcze ofert. Bank może liczyć, że swoją unikalną ofertą skusi mnie na zaciągnięcie pożyczki, ale od kiedy takie decyzje podejmuje się incydentalnie? Dlaczego w aplikacji wszystko czego potrzebuję mogę ogarnąć kciukiem, a na stronie internetowej przycisk logowania jest – jakby specjalnie – ukryty?

sgh

Podsumowując, chciałbym aby tak wiele jak mówi się o projektowaniu aplikacji, mówiło się o stronach użytkowych i aby dyskusje rzeczywiście przyniosły efekt w zwiększeniu wygody użytkowników. Bo przecież to właśnie strona, a nie aplikacja jest ważniejszą wizytówką firmy. Na koniec statystyka, która bardzo wyraźnie powinna przemówić do wyobraźni – źle przygotowana, wolna strona, to realny ubytek zysków, gdyż dwóch z pięciu odwiedzających strony internetowe opuszcza je, jeśli ładują się dłużej niż 3 sekundy.



Karol Kopańko

Dziennikarz działu naukowego Gazety Wyborczej i współpracownik Pulsu Biznesu, specjalizujący się w innowacjach i startupach. Bloger SpidersWeb, podróżniczy reportażysta i autor książki „Bitcoin. Złoto XXI wieku”.