finansowanie aplikacji

Finansowanie wymarzonej aplikacji – fixed price czy time&material

Autor / 11 września 2014

Aplikacje mobilne coraz mocniej wchodzą na rynek – także ten reklamowo-marketingowy. Trend ten dotyczy nie tylko największych graczy – na stworzenie aplikacji mogą sobie pozwolić także małe i średnie przedsiębiorstwa. Masz świetny pomysł, worek pieniędzy, zapał do pracy i firmę, która stworzy dzieło Twojego życia, dzięki czemu zarobisz miliony monet. Idziesz na rozmowę do software house’u, przekazujesz wszystkie niezbędne informacje, dyskutujecie nad wyglądem i funkcjonalnościami. Przychodzi czas na rozmowę o finansach.

Software house zrobi dokładnie to, czego potrzebujesz, jednak jeśli pierwszy raz zabierasz się do takiego projektu to warto, żebyś wiedział jak z nimi rozmawiać. W outsourcingu IT istnieją dwa podstawowe modele finansowania: fixed price oraz time&material. To, który wybierzesz, zależy od Ciebie, Twojej wiedzy z zakresu programowania i… umiejętności negocjacyjnych. Poniżej trzy kroki, które trzeba wykonać, żeby inwestycja była dla Ciebie opłacalna.

Zacznij od analizy

Dwa najpopularniejsze modele finansowania w outsourcingu IT to fixed price i time&material. Pierwszy polega na tym, że usługę kupuje się jak produkt – za określoną z góry cenę. To opcja dla specjalistów w dziedzinie IT, którzy mają jasno określone cele i umieją je dokładnie sprecyzować. Kontrahenci ustalają między sobą warunki umowy i oczekiwany efekt. Nabywca otrzymuje tyle, ile chciał i za ile zapłacił. Jeśli w trakcie prac okaże się, że potrzebne są zmiany, dodatkowe udogodnienia bądź ponadprogramowe konsultacje – trzeba będzie za nie dopłacić. Często niemało. Jeśli podczas planowania projektu i analizowania sytuacji nie będziemy do końca przekonani do rezultatu przedsięwzięcia, warto zastanowić się nad drugim modelem finansowania: time&material.

Wyczuj moment i… spójrz na innych

Ten rodzaj sprawdza się wtedy, kiedy nie jesteśmy do końca pewni, jak ma wyglądać efekt końcowy tworzenia – czy funkcjonalności, jakie zaplanowaliśmy, będą na pewno potrzebne albo będzie ich za mało. Podczas pracy tym modelem płacimy firmie outsourcingowej za realnie przepracowane godziny. Projekt podzielony jest zazwyczaj na dwutygodniowe sprinty, po których zakończeniu otrzymujemy konkretną wersję produktu. Zaletą tego modelu jest możliwość bieżącego śledzenia postępu prac i reagowania na sygnały płynące z rynku – branża mobilna rozwija się w zastraszającym tempie, co powoduje, że trendy zmieniają się z dnia na dzień.

Zminimalizuj ryzyko

Przy tak dynamicznie rozwijającym się segmencie, jakim są nowe technologie, warto trzymać rękę na pulsie i reagować na każdy rynkowy ruch, dlatego opcja time&material jest dla przedsiębiorcy dużo bezpieczniejsza. Ogranicza przede wszystkim ryzyko związane z rezultatem prac. – Przy tak dużych projektach nie da się w początkowej fazie przewidzieć wszystkich elementów i funkcjonalności, jakie można wdrożyć, by usatysfakcjonować kontrahenta – zaznacza Jakub Tabędzki, CEO Redexperts, firmy zajmującej się tworzeniem aplikacji. – Klienci decydują się na pracę modelem time&material, bo generuje on znacznie mniejsze koszty za większą ilość pracy. Przykładowo – projekt, który przy rozliczeniu fixed price kosztowałby 100 000 złotych, potrzebował w międzyczasie rozbudowy, wycenionej na drugie tyle. Za tę samą usługę, podczas finansowania modelem time&material, klient otrzymał to czego potrzebował za 150 000, a nie 200 000 złotych – mówi Tabędzki.

Każdy ze sposobów finansowania ma swoje wady i zalety. Przed podjęciem decyzji o wyborze jednego z nich warto przeanalizować projekt pod kątem wprowadzania ewentualnych zmian. Wybierając opcję fixed price przygotujmy się na to, że otrzymamy dokładnie to, co zamawiamy. Każda poprawka czy nowa funkcjonalność będzie dodatkowo płatna. Metoda time&material daje zleceniodawcy większą swobodę i kontrolę nad projektem. Na bieżąco kontroluje też koszt operacji i rozdysponowuje budżet.

Ale – wybór należy do Ciebie.



Justyna Lewandowska

Na co dzień związana z poznańską branżą IT. PR manager w Redexperts, firmie tworzącej mobilne i webowe projekty internetowe. Stara się przekładać idiolekt branży IT na "nasze", w czym pomaga jej typowo humanistyczne wykształcenie i wrodzona ciekawość. Prywatnie fanka wszystkiego co brytyjskie, sobotnich gazet i mocnej kawy.



  • Moja krótka polemika z tezami artykułu: http://www.rocketstudio.eu/blog/finansowanie-wymarzonej-aplikacji-fixed-price-timematerial/

    W skrócie:
    Wybór pomiędzy metodą time&material i fixed price nie powinien zależeć od tego jak bardzo jesteśmy pewni swojej wizji (zmiany i tak będą), a już na pewno nie od „Twojej wiedzy z zakresu programowania”. Wybór ten zależy po prostu od zaufania jakim darzą się klient i wykonawca. Przy dużym zaufaniu, przy pewności że nikt nikogo nie zrobi w balona i przetartych już sposobach kontrolowania tempa pracy, time & material jest lepsze – mniej formalizmów, większe nastawienie na efektywną pracę. Jeśli jednak biznes realizuje jeden ze swoich pierwszych projektów technologicznych i nie zna dobrze wykonawcy – dużo bezpieczniejsza będzie opcja fixed price.

    Właśnie ten czynnik – zaufanie obu stron do siebie – polecam brać głównie pod uwagę przy wyborze metody finansowania projektu. Bardzo często współpraca z firmą wykonawczą zaczyna się od modelu fixed price i dzięki zyskanemu zaufaniu przechodzi w time&material. Z firmą Redexpert (autor artykułu) nie miałem okazji współpracować, ale po pozytywnych ocenach znajomych wierzę, że szybko to zaufanie wśród swoich klientów budują :).

  • Bardzo słuszna uwaga. Myślę, że Justynie chodziło przede wszystkim o to, że ciężko jest siąść do dużego projektu z klientem który jak to czasem bywa „nie do końca wie czego chce” i umówić się na konkretną cenę i wtedy model T&M ma duży sens dla obu stron, bo jedna się nie usztywnia, a druga za dużo nie wymyśla. Taki win win, bo wykonawca nie daje 70% narzutu na estymat na „pole minowe w ktore niewątpliwie projektem Fixed Price wdepniemy”.
    W sytuacji Fixed price zaufanie jest w moim przekonaniu niemal tak samo istotne, jak w wypadku T&M. Bo należy pamiętać, że w modelu FP wykonawca robi wszystko, żeby obniżyć koszty, a dzieje się tak głównie kosztem jakości. I nie mówię tu tylko o firmie softwarowej, ale jeśli zlecam komuś malowanie płotu i umówię się na cenę, to muszę pamiętać o tym, żeby z góry ustalić wszystkie kryteria. Bo jeśli tego nie zrobię, to prawie na pewno płot będę miał pomalowany jedną warstwą najtańszą farbą olejną, a nie dwiema warstwami farby do metalu V33. Zaufanie jest więc ważne w obu typach współracy (szczególnie, jak płot rdzewieje po 2 latach, a ja płacę wykonawcy po pomalowaniu). Nie mniej jednak w wypadku T&M zaufanie gra kluczową rolę, tak samo jak transparentność rozliczania, ścisła współpraca, praca klienta wspólnie z zespołem oraz wiele innych aspektów 🙂