Eksperci odpowiadają na pytania organizatorów M@il My Day

Autor / 13 marca 2018

Ostatnio mieliśmy przyjemność przeprowadzić kilka krótkich wywiadów z autorytetami w dziedzinie szeroko pojętego marketingu i nie tylko. Pytaliśmy ich między innymi o sztukę wystąpień publicznych oraz prowadzenia prelekcji. Zdradzili także, czego będzie się można dowiedzieć podczas nadchodzącej konferencji Mail My Day, która odbędzie się 20-21 marca w Warszawie.

Alexa Hubley pracuje jako Customer Marketing Strategist w Unbounce. Jej specjalnością jest tworzenie atrakcyjnych, spersonalizowanych kampanii marketingowych, które pomagają klientom czerpać maksimum korzyści z narzędzia jakim jest Unbounce (jedno z najpopularniejszych platform do tworzenia landing page’y. Narzędzie pomaga optymalizować strony internetowe pod kątem user experience).

Mówisz, że twoim głównym zadaniem w Unbounce jest sprawiać, by klienci byli szczęśliwi. Jak opisałabyś takiego zadowolonego klienta?

W Unbounce definiujemy szczęśliwego klienta na kilka sposobów. Po pierwsze po tym, jak często używają naszego produktu, po drugie badając współczynnik ich lojalności, oraz po trzecie – według tego, w jakim stopniu są ewangelizatorami naszej marki, a więc mówią o nas dobrze w mediach społecznościowych, odpowiadają na nasze maile itd. Patrząc globalnie, moja praca polega na tym, aby nieustannie upewniać się czy klienci wyciągają z Unbounce to, co najlepsze.

W swojej prelekcji, którą wygłosisz na Mail My Day starasz się udowodnić, że bardzo wiele nauki w kontekście customer marketingu można wynieść z komedii romantycznych. Skąd pomysł na takie porównanie? Jesteś fanką tego typu filmów?

(Śmiech) Pomysł na takie wystąpienie pojawił się, gdy w naszej firmie ogłoszono konkurs na najciekawszą prezentację. Nagrodą był występ na organizowanej przez nas konferencji Call To Action. Pamiętam, że tamtego wieczoru miałam dużo przemyśleń na temat swoich doświadczeń z klientami. Będąc już w domu, gdy oglądałam komedię romantyczną, chyba był to film “Chłopaki też płaczą” (amerykańska komedia z 2008 roku przyp. red.), doznałam nagłego olśnienia. Zdałam sobie sprawę, że budowanie relacji z klientem jest niczym randkowanie!

Podobnie jak w miłości, musisz o zabiegać o drugą osobę, zdobywać jej zaufanie a następnie dostarczać pewne rezultaty, dzięki którym osoba, na której Ci zależy ma ochotę związać się z tobą na dłużej.

Twoja prelekcja została nominowana do Nagrody Publiczności podczas organizowanej przez Unbounce’a konferencji Call To Action. Jaki jest twój przepis na świetne wystąpienie publiczne?

Przygotowując się do konferencji Call To Action pracowali ze mną blisko dwaj światowej klasy mówcy – Oli Garner – współtwórca Unbounce oraz Michael Aagaard – nasz ekspert od optymalizacji konwersji. Udzielili mi oni masy użytecznych wskazówek dotyczących mojej prezencji scenicznej, spójności mojego przemówienia oraz doradzili, jak uczynić je zabawnym i wciągającym dla widowni.

Pracowałam również nad mową ciała, dbając na przykład o to, by pokazywać wewnętrzne części dłoni, patrzeć w stronę widowni zamiast na swoje slajdy, a także aby pilnować zasady, aby jeden slajd niósł ze sobą tylko jedną myśl przewodnią, a nie kilka. To wszystko stało się przepisem na wystąpienie, które zebrało świetne oceny i dało mi stałe miejsce w gronie prelegentów jeżdżących na konferencje 🙂

Jakie są twoje ulubione narzędzia, jakich używasz w codziennej pracy. Oczywiście oprócz Unbounce, bo to wydaje się oczywiste 😉

Jak większość digital marketerów, posiadam takich wiele. Niektóre z nich, oczywiście oprócz Unbounce (śmiech), to: Hotjar, Zapier, Cloudinary i Google Analytics.

Jak sądzisz, jakie online marketingowe trendy zdominują 2018 rok?

Wydaje mi się, że AI (Artificial Intelligence) oraz używanie technologii botów w celu przeprowadzenia wielu interakcji “jeden na jeden” na dużą skalę będą równie ważne, jak były przed rokiem. Dla nas w Unbounce, te zagadnienia zdecydowanie stanowią priorytet. Pracujemy bowiem nad tym, by wprowadzać elementy AI do naszej aplikacji poprzez predykcyjną analitykę dla klientów.

Wystąpisz na konferencji Mail My Day w Warszawie. Czy to będzie twoja pierwsza wizyta w Polsce? Co wiesz o naszym kraju?

Tak, to będzie moja pierwsza wizyta w Polsce i muszę przyznać, że NIE MOGĘ SIĘ DOCZEKAĆ. Moja babcia była Polką, dlatego wizyta tutaj będzie dla mnie swego rodzaju poszukiwaniem korzeni. Bardzo ekscytuje mnie również lokalna kuchnia. Zdecydowanie spędzę większość wolnego czasu poza konferencją w lokalnych restauracjach, próbując prawdziwej polskiej kuchni.

Maciej Orłośdziennikarz, gospodarz programów telewizyjnych, konferansjer – prowadzący wydarzenia specjalne, konferencje oraz gale. Jeden z najbardziej popularnych dziennikarzy i prezenterów telewizyjnych w Polsce. Jest laureatem czterech Wiktorów, w tym Super Wiktora za całokształt dokonań oraz Telekamery. Trener wystąpień publicznych, autoprezentacji i kontaktów z mediami.

Czym różni się praca w telewizji publicznej od telewizji internetowej?
Telewizja publiczna rządzi się swoimi prawami, to szeroki temat, w dodatku teraz wyjątkowo polityczny. Zwłaszcza w zakresie programów informacyjnych. W telewizji internetowej, tzn. takiej, która jest częścią portalu internetowego, jest zupełnie inna skala działania i nie ma problemu z upolitycznieniem. Ważna różnica – sukces mierzony jest nie tylko „oglądalnością”, ale też „klikalnością”. Ale w niektórych aspektach jest identycznie: odbiorca musi dostać dobry produkt, realizacja i produkcja polegają na tym samym, ma być ciekawie i angażująco.

Pana największa wpadka na wizji. Czy pamięta Pan może jakąś szczególną sytuację tego typu?
Dawno i nieprawda. 🙂 Tak serio, to w programach na żywo nie da się uniknąć wpadek, ważne tylko by były wyjątkiem od reguły. Wpadek w moim życiu telewizyjnym było co niemiara, ale tylko dwie były z kategorii „mega”. Jedna z nich polegała na tym, że wszystko się rozjechało podczas realizacji programu z tzw. terenu, a dokładnie z Krynicy Morskiej. Nic się nie zgadzało, wszystko było nie tak, to było jak w koszmarnym śnie. Monty Python niech się schowa. Na szczęście to wydanie programu nie trafiło do internetu…

Ukończył Pan PWST w Warszawie – czy wykształcenie aktorskie pomaga w wystąpieniach?
Pomaga w sensie technicznym – wiem jak mówić, jak oddychać, gdzie patrzeć, jak interpretować, akcentować wyrazy w zdaniu etc – mam tzw.warsztat. To oczywiście pomaga, bo nie muszę się nad tym zastanawiać, mogę się skupić na przekazywaniu treści. Poza tym być może pomaga oswojenie ze sceną wyniesione jeszcze z czasu studiów, ale to chyba w mniejszym stopniu. Niewątpliwie w wystąpieniach pomagają doświadczenia wyniesione z telewizji.

Podczas MMD będzie Pan opowiadał o 5-ciu najczęstszych błędach popełnianych podczas prezentacji. Zdradzi Pan choć jeden z nich?
Hmm, no dobrze. Gestykulacja, a raczej jej brak. Ludzie udają, że nie mają rąk – próbują je blokować, ukryć. Zupełnie niepotrzebnie!

Artur Jabłoński – konsultant ds. e-marketingu i szkoleniowiec. Specjalizuje się w projektowaniu i prowadzeniu efektywnych kampanii reklamowych w internecie. Autor jednego z najpoczytniejszych polskich blogów o marketingu: www.ArturJablonski.com. Wykłada na studiach podyplomowych Wyższych Szkół Bankowych w Toruniu, Bydgoszczy Poznaniu i Gdańsku, WSAiB w Gdyni oraz Politechniki Białostockiej. Prelegent na licznych konferencjach w całej Polsce.

Od kilku lat regularnie prowadzisz szkolenia z e-marketingu. Pamiętasz swoje pierwsze wystąpienie?

Takich rzeczy się nie zapomina! To było w Toruniu, gdzie organizowałem pierwszy w tamtych rejonach barcamp. W tamtych czasach odwiedziłem, jeszcze jako świeżak w branży, kilka eventów w Polsce i strasznie żałowałem, że nie ma takich rzeczy w mieście Kopernika. W końcu stwierdziłem: czas zrobić własny!

Jako że nie znałem wtedy nikogo, kto siedziałby w marketingu w regionie, prelegentami zostaliśmy ja i drugi współorganizator. Opowiadałem wtedy o sztuczkach marketingowych wykorzystujących geolokalizację.

A teraz Twoim czarnym koniem w ofercie są kursy online. Skąd pomysł na taki rodzaj usług?

Z dwóch źródeł. Pierwszy to pewna moda na kursy online – obecnie bardzo dużo osób z branży internetowej czy konsultantów zaczęło realizować tego typu usługę i oczywistym było, że podglądałem, jak im idzie, myśląc, czy sam powinienem w to wejść.

Ostatecznie przekonali mnie jednak uczestnicy szkoleń stacjonarnych, którzy pytali, czy dysponuję właśnie tego typu produktem, gdyby chcieli powtórzyć sobie wiedzę ze szkolenia. Czytelnicy również coraz częściej o to pytali. No cóż, ugiąłem się (śmiech).

Twoja nowa książka “Jak pisać, żeby chcieli czytać (i kupować)” znajduje się w liście bestsellerów wydawnictwa Onepress. Którą ze wskazówek tam zawartych szczególnie polecasz czytelnikom?

Może nie tyle pojedynczą wskazówkę, ile myśl przyświecającą pierwszej części książki: forma jest równie ważna, a czasami ważniejsza od treści. Nie chodzi o to, że treść nie ma znaczenia, ale że jej opakowanie – czy tego chcemy, czy też nie – bardzo mocno wpływa na odbiór tekstu. Obojętnie czy mówimy o artykule czy landing page’u.

I nie chodzi tu jedynie o estetykę – chodzi o to, jak tekst powinien być zaprojektowany w sposób, który pozwoli wygodnie go czytać. Inaczej człowiek będzie się frustrować albo nie przyswoi informacji, a tego nie chcemy.

Twój temat na konferencji Mail My Day to “generowanie leadów na Facebooku”. Z jakimi problemami w tym zakresie najczęściej zmagają się Twoi słuchacze?

Myślę, że z dwoma rzeczami. Pierwsza to pomysł wyjściowy na generowanie leadów – spora część bazuje na darmowych e-bookach, których jest już po prostu za dużo. Ile można tego na dysk pobierać? Trzeba więc rozmawiać o innych możliwych rozwiązaniach.

Druga to poprawna konfiguracja reklam, które te leady mają generować, jako że na FB w zależności od ustawień można zapłacić kilka razy mniej lub więcej. Staram się pomóc swoim klientom zbliżyć się do tej pierwszej opcji!

Szymon Słowik – marketer, konsultant, bloger specjalizujący się w tematyce SEO. Współzałożyciel agencji analityczno-marketingowej Takaoto, w której odpowiada za audyty oraz strategie pozyskiwania ruchu z Google i social media. Współautor książki „Projektowanie strategii marki”. Wykładowca dwóch kierunków studiów podyplomowych AGH.

Ostatnio w artykule o trendach marketingowych na stronie FreshMaila narzekałeś na brak analityki u marketerów. Jak myślisz z czego to wynika?

Wynika to zapewne z wielu czynników. Po pierwsze, mam wrażenie, że marketerzy bardzo często rekrutowani są z grona osób, które kojarzymy z czasów liceum, czy studiów, które określają się mianem „humanistów”. Specjalnie biorę to w nawias, ponieważ nie chodzi mi o prawdziwych humanistów, a jedynie o tych, którzy dostają gęsiej skórki na widok zestawienia kilku liczb, jakiegoś wzoru matematycznego, funkcji, czy wykresu i szukają wymówki, aby z tym wyzwaniem się nie mierzyć.

Marketing to dziedzina, jak większość nauk społecznych, która nie polega tylko na wymyślaniu i opowiadaniu historii, lecz w pierwszej kolejności bazuje na analizie danych. Nie każdy marketer musi umieć tworzyć macierze korelacji, ale każdy powinien znać podstawy analizy statystycznej, logiki matematycznej, pracy na zbiorach.

Niestety mam wrażenie, że z tym jest fatalnie. Z drugiej strony winny jest też system – uczelnie, które nie przygotowują do pracy w dzisiejszych realiach, a także pracodawcy, którzy de facto nie wiedzą czego mają od kandydatów wymagać i czego ich uczyć. W 90% ogłoszeń znajdziemy wymagania, że kandydat ma mieć skończone kierunkowe studia wyższe, być kreatywny i mieć lekkie pióro.

Jesteś wykładowcą na AGH. Czy studenci potrafią Cię jeszcze czymś zaskoczyć?

Oczywiście, że tak! Wykładam na studiach podyplomowych, a te różnią się znacząco od tych pierwszych studiów, na które 18-latkowie wybierają się po maturze. Spotykam się tam w większości z praktykami, którzy na zajęcia przychodzą z określonym kapitałem indywidualnych doświadczeń.

Zawsze staram się ich prowokować do dwustronnej komunikacji, aby odchodzić od sztywnej formuły wykładu i móc prezentować wiedzę w kontekście ich codziennej działalności. Wówczas opowiadają o sytuacjach ze swojej kariery, z którymi nie miałem do czynienia i na które nie mam gotowej odpowiedzi. To zawsze wyzwanie, aby z jednej strony zasugerować rozwiązanie w danej sytuacji, a z drugiej pozostawić pole do eksperymentów, wnioskowania i szukania indywidualnych ścieżek. To w ten sposób dochodzi się do wypracowania najlepszych (w danej sytuacji, firmie, branży) praktyk, a nie wynosząc gotowce z wykładu.

Wybrałeś temat prelekcji: “Jak połączyć siłę e-mail marketingu i SEO w kampaniach lead generation?”. Skąd ten pomysł?

Szczerze powiedziawszy szukałem tematu do publikacji, wpisu gościnnego. SEO to to, czym zajmuję się na co dzień. Natomiast e-mail to nieustannie niezwykle istotne narzędzie w nawiązywaniu kontaktów biznesowych, marketingu i sprzedaży online. Proces lead generation to kluczowy obszar działań wielu firm, które obsługujemy i którym doradzamy w Takaoto (są to zarówno dostawcy rozwiązań SaaS z tej dziedziny, jak i ich odbiorcy), więc siłą rzeczy z tymi mechanizmami spotykam się w codziennej pracy.

Na co dzień zajmujesz się SEO, kampaniami reklamowymi Google AdWords i na Facebooku oraz content marketingiem. Jak wspominasz swoje początki w tej branży?

Dla uściślenia – kluczowy obszar moich kompetencji to SEO. Reszta to narzędzia do tego, aby ruch organiczny nie funkcjonował w próżni, ale był elementem szerszego procesu marketingowego, czy sprzedażowego. Aby być dobrym w te klocki, trzeba rozumieć, jak poszczególne kanały się wspierają w realizacji celów i na którym etapie, z jaką intensywnością je stosować. Natomiast wracając do pytania – początki były trudne, bo tak naprawdę nie wiedziałem czego i od kogo mam się uczyć.

Na początku przede wszystkim czytałem wszystkie możliwe blogi o SEO, na których nota bene dzisiaj mi się zdarza publikować (pozdrawiam stąd Pawła Gontarka, Zgreda, który zrobił dużo dobrego dla edukacji pewnego pokolenia pozycjonerów). Zbierałem strzępki wiedzy od różnych praktyków, po czym to weryfikowałem – założyłem kilka stron, testowałem różne rozwiązania. Potem przyszły staże w agencji, praca in-house, freelance i równolegle mnóstwo pracy.

Niezależnie od tego, ile obowiązków i właściwej pracy miałem do wykonania, zawsze wieczorem znajdowałem czas, aby przeczytać parę artykułów, podyskutować na grupie tematycznej, zapoznać się z nowym raportem, badaniami etc. To bardzo żmudny proces, ale tak chyba jest w każdej branży, jeśli chce się być specjalistą.

Nie jest tak, że się nim zostaje, wrzuca się na ścianę certyfikat i koniec. Trzeba cały czas pokornie pracować na to, aby nim być. Z perspektywy czasu widzę, że ta branża jest bardzo trudna i niewdzięczna dla osób, które chcą mieć tylko pracę od 8 do 16 i marketing traktują tylko jako obowiązek. Żeby czerpać z tego przyjemność i być w tym dobrym, trzeba uczynić z tego coś w rodzaju pasji, hobby – realnie się tym interesować i temu poświęcać. Nie ma nic za darmo.

Wywiady przeprowadzili: 

Renata Gajoch – Bielecka oraz Szymon Dyrlaga – We FreshMailu obejmują stanowiska Content Designerów 

Czytelniku, jeżeli chcesz zdobyć konkretną wiedzę z dziedziny marketingu, którą będziesz mógł wykorzystać w swojej pracy, a także poznać inspirujących ludzi, przyjdź na konferencję Mail My Day. Więcej informacji zdobędziesz na stronie https://mailmyday.pl.



Maja Wiśniewska