FreshMail.pl

Czy Google jest nowym Microsoftem?

Autor / 18 sierpnia 2015

Google jest niezwykle mocne w dwóch branżach – wyszukiwarek internetowych i systemów mobilnych, czym zapewnia sobie ogromne zyski reklamowe i rzeszę odbiorców darmowych usług. Bardzo to podobne do sytuacji jaką z Windowsem osiągnął Microsoft – monopolista, który kiedyś rozdawał karty, a dziś dopiero startuje z ofensywą. Google już teraz ma kogo ścigać – zwłaszcza w mobile, a restrukturyzacja firmy w ramach „Alfabetycznego holdingu” tylko pomoże na lepszym skupieniu się na rdzeniu działalności.

Windows przed laty zdominował dyski komputerów. Obecnie wg danych NetMarketShare jego konkurenci nie obsługują nawet co dziesiątego komputera osobistego na świecie. Niestety dla Microsoftu mamy obecnie czas mobile, na który Windows Phone jak na razie się nie nastawił.

Monopolem Google jest zaś wyszukiwarka. Wyobrażacie sobie nawigowanie po internecie bez Google Search? Oczywiście można użyć do tego Binga czy Yahoo, ale ich pozycja jest podobna jak MacOS czy Linuxa w starciu z Windowsem. Z Google Search korzysta 70 proc. ludzi przeszukujących internet na desktopach i nawet 90 proc. z tych którzy z siecią łączą się za pomocą mobile’a.

Ofensywa Microsoftu

Przez pierwsze 24 godziny od opublikowania nowej wersji Windowsa, pobrano go aż 14 milionów razy. To świetny wynik nawet biorąc pod uwagę, że dla dużej część użytkowników „siódemki” i 8.1 była to aktualizacja darmowa (dla piratów także, tylko że wciąż używają oni nielegalnej wersji systemu z tym, że z łatką najnowszej).

Dodatkowo ogromna część z usług Microsoftu jest teraz darmowa na urządzeniach mobilnych, włącznie ze sztandarowym produktem – Officem. Producent trzeciego najpopularniejszego systemu mobilnego jest więc także twórcą darmowych aplikacji, które działają na sprzętach jego konkurencji. Wymagane jedynie zalogowanie się kontem Microsoftu.

Jaka jest strategia Satya’i Nadelli? Rozbija się ona o budżety reklamowe. W domyślnej wersji ustawień Windows 10 zdobywa o użytkowniku ogromną ilość danych, a wiele z preinstalowanych aplikacji posiada dostęp do sensorów komputera, dzięki czemu może zbierać dane o użytkownikach. Ponadto jeśli użytkownicy będą z tego samego konta używali aplikacji tak na desktopie, jak i na mobile, wówczas dane będą jeszcze dokładniejsze, a co za tym idzie reklamy bardziej spersonalizowane.

totalpayments
 

wyszukiwarki

Jeśli chodzi o udziały w budżetach reklamowych to Microsoft jest nadal bardzo daleko za Google, zarabiając 13 razy mniej, ale zdaje się, że to dopiero początek. Strategie obu firm są więc bardzo podobne – oddać usługi i aplikacje za darmo, a zarabiać na reklamach.

Prawo do bycia zapomnianym

Dane użytkowników są jednak dość ważkim tematem zwłaszcza na terenie Unii Europejskiej, gdzie na Google nałożony został obowiązek uznawania tzw. „prawa do bycia zapomnianym”. Oznacza to, że na życzenie internauci mogą usunąć z wyszukiwarki informacje o sobie, które były nieprawdziwe bądź przestarzałe, a w niektórych przypadkach i prawdziwe. Argumentem za tym ostatnim była kwestia ciągnięcia się za kimś niewygodnej przeszłości.

Kwestią sporną pozostaje jednak miejsce, gdzie linki są niewidoczne, bo obecnie są to tylko europejskie domeny wyszukiwarki, a już na Google.com widoczne jest wszystko. Francuski regulator, który jest sprawcą zamieszania twierdzi jednak, że takie rozdzielenie nie ma sensu, bo internet nie ma przecież granic. Wg Francuzów jeśli Google nie zastosuje się do ich roszczeń, da im prawo do nałożenia kar finansowych na Amerykanów.

Na razie sama wyszukiwarka nie cierpi jednak zbyt mocno, to właśnie ona napędza inne projekty Google’a, jak np. robotykę czy badania nad AI. Google zależy od generowanych przez nią reklam w ogromnym stopniu. Przychody firmy w 2014 roku wyniosły bowiem 66 mld dol., a 90 proc. tej kwoty przyniosły właśnie reklamy. 18 proc. z przychodów reklamowych wygenerowały zaś urządzenia mobilne – 11,8 mld dol. Co jednaj najciekawsze były to w przeważającej większości iPhone’y, bo urządzenia z Androidem odpowiadały tylko za 25 proc. przychodów z mobilnych reklam. Smartfony Apple’a „dały”, wiec Google prawie 9 mld przychodów, mimo że Android jest zainstalowany na 81 proc. telefonów!

Android

Google ma więc ogromny problem z monetyzacją Androida, bo to Apple zbiera dla siebie 88,7 proc. zysków z całego rynku. Używając Androida korzystasz jednak z usług Google, prawda? Nie do końca, a raczej nie wszędzie – np. nie na największym smartfonowym rynku świata. W Chinach telefony ma 980 mln ludzi (penetracja tej technologii sięgnie w przyszłym roku 87 proc.), a z internetu na urządzeniach mobilnych korzysta tam 420 mln osób. Jednocześnie Android zainstalowany jest na 68 proc. urządzeń, ale… Google nie działa w Chinach. Państwo Środka jest więc olbrzymią białą plamą na mapie zysków Google.

Użytkownicy Androida są także mniej warci dla reklamodawców, bo przeciętnie wydają mniej. Firma Nanigans zajmująca się automatyzacją zakupu reklam przeprowadziła analizę 200 mld facebookowych reklam, z której wynikało, że reklamy wyświetlone na urządzeniach Apple są prawie 18 razy bardziej zyskowne.

To jednak nie jedyne reklamowe zmartwienie Google, bo za rogiem rośnie zdecydowanie bardziej niebezpieczny rywal jeśli chodzi o personalizację reklam – Facebook.

Zsocjalizowane reklamy

Choć na razie Facebook notuje zdecydowanie mniejsze przychody (drugi kwartał 2015 to 4,04 mld dol., kontra 17,7 mld Google), to dysponuje ogromnym potencjałem ze względu na zgromadzoną o użytkownikach wiedzę. Na dodatek Facebook zdaje się zdecydowanie mocniej opierać się na urządzeniach mobilnych, generujących dlań 76 proc. przychodów.

Ponad to sukcesy Facebooka pokazują jak bardzo Google „nie umie sociala”. A próbowało wiele razy…

Pierwszym autorskim podejściem Google’a do społeczności było Wave, które zaprezentowane zostało w maju 2009 roku, ale i już po roku zamknięte. Po kilku miesiącach testów „Fali” pozwalającej na wspólną pracę nad dokumentami w czasie rzeczywistym i komunikację zawieszono jej rozwój.

Jeszcze w tym samym roku ogłoszono prace nad Buzzem, czyli totalnym atakiem na pozycje Facebooka. Buzz nie niósł ze sobą praktycznie żadnej nowej jakości poza integracją z innymi usługami Google, a w zamian umożliwiał dzielenie się zdjęciami, filmami, statusami, a także komentowanie, polubionych postów.

Minął rok i Buzz poszedł w ślady Wave’a – tym razem aby Google mogło w 100 proc. skupić się na Plusie. Niestety kręgi, które miały pomagać w dzieleniu się treściami nie zdołały przyciągnąć porównywalnej do Facebooka społeczności i dziś z Plusa korzysta aktywnie tylko kilkadziesiąt milionów ludzi. W lipcu Google zrezygnowało także z przymusowej integracji swojego medium społecznościowego z innymi usługami.

Zamiast konta w Google+ używać więc można… Konta Google i wciąż jest to ważna rzecz łącząca się z personalizacją treści ze względu na tzw. social logins.

Zgodnie z badaniami przeprowadzonymi przez Gigya, platformę do zarządzania tożsamościami klientów, przez Facebooka do różnych usług logują się dwie z trzech osób. Taką opcje oferuje choćby ponad 80 proc. z setki najbardziej dochodowych aplikacji z AppStore’a. Drugie w rankingu jest właśnie Google, za pomocą którego loguje się w ten sposób co piąta osoba.

Customer Idenity Preferences zobacz infografikę

Przewaga Facebooka wzrasta jeszcze gdy pod uwagę weźmiemy same urządzenia mobilne – wówczas ludzie logują się za jego pomocą w 77 proc. przypadków. Google to już tylko 15 proc., a dystans z kwartału na kwartał się powiększa.

Dlaczego jest to tak ważne? Największą bronią Facebooka są przecież dane, a dzięki informacjom z jakich usług korzysta użytkownik można mu przecież wyświetlić reklamy skrojone idealnie do jego potrzeb. Nie można tu także pominąć niezwykle ważnej kwestii retencji użytkowników, bo gdy ktoś wielokrotnie będzie łączył swoje konto z Facebookiem, to mało prawdopodobne jest aby później chciał je usunąć.

Google musi więc bardzo uważać, aby nie stać się „gigantem przeszłości”. Widać jednak, że cała firma niezwykle intensywnie pracuje nad nowymi kierunkami rozwoju. Tak intensywnie, że czasami można mieć wątpliwości czy nie inwestuje po prostu w każdą technologię, bo „a nuż, któraś wypali”. Widać to bardzo dobrze w strukturze podziału w ramach Alphabet.

google-alphabet-infographic

Nowe Google pod zarządem Sundara Pichai jest bowiem odchudzoną wersją Starego Google. Bez orbitujących wokoło biznesów jak Nest, Calico czy Fiber, a nawet YouTube’a, który ma swoją własną CEO. Pichai ma się bowiem skupić na rozwoju i dowożeniu zysków najstarszych i najmocniej osadzonych w cyfrowym świecie usług Google. Z perspektywy mobilnej „podział” był świetnym ruchem, który – miejmy nadzieję – pozwoli szybciej rozwijać system.



Karol Kopańko

Dziennikarz działu naukowego Gazety Wyborczej i współpracownik Pulsu Biznesu, specjalizujący się w innowacjach i startupach. Bloger SpidersWeb, podróżniczy reportażysta i autor książki „Bitcoin. Złoto XXI wieku”.



Zapisz się do newslettera

Newsy z bloga, aktualności, najbliższe wydarzenia z branży

FreshMail.pl